Warsaw Business Guide - logo
Nauka i Biznes - logo

Dr hab. Jacek Guliński, Podsekretarz stanu, Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego w rozmowie z Mariuszem Blimelem, Nauka i BiznesDr hab. Jacek Guliński, Podsekretarz stanu, Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego

Mariusz Blimel: Na ile ważne dla Pana jest pojęcie innowacyjności w odniesieniu do współpracy nauki i biznesu?

Dr hab. Jacek Guliński, Podsekretarz stanu, Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego:

Pojęcie innowacyjności jest ważne w kontekście tego, iż w pewnym sensie oznacza zmianę na lepsze. Niezależnie od tego, jak rozumie innowacyjność uczony czy biznesmen, to mówiąc szczerze wszyscy jesteśmy w jakimś stopniu innowacyjni (uczeni, przedsiębiorcy, urzędnicy). Przy definicji słowa „innowacja” warto podkreślić, iż ludzie zarówno ze środowiska naukowego, jak i biznesowego często mylą inwencję z innowacją, przypisując niewłaściwe zadania nauce i biznesowi. Ponieważ inwencja, czyli dobry pomysł, rozwiązanie, idea to domena uczonych. To uczeni powinni na coś wpaść, coś  odkryć i pracować określoną ideę czy rozwiązanie.

Innowacja natomiast to pojęcie odnoszące się do przekucia inwencji, pomysłu czy rozwiązania technicznego (technologicznego) do praktyki gospodarczej. I to są dwie różne rzeczy. Sektor nauki tak naprawdę jest dedykowany inwencjom, a więc poszerzaniu i zdobywaniu wiedzy, pomysłom i ideom. Sektor gospodarki przynajmniej na pewno innowacyjnej gospodarki jest dedykowany wdrażaniu tych inwencji w określony produkt i wtedy dopiero mamy innowacje. I to wdrożenie musi się jeszcze zakończyć sukcesem finansowym. Z tego względu, iż nie wszyscy dokonują tego typu rozróżnienia pomiędzy inwencją a innowacyjnością nie możemy „katować” sektora nauki za to, że nie jest innowacyjny albo, że nie prowadzi wdrożeń, ponieważ to nie należy do jego głównych zadań.

M.B.: To gdzie najlepiej znajduje odzwierciedlenie innowacja?

J.G.: Innowacyjna przede wszystkim powinna być gospodarka. Może ona czerpać nowe pomysły z dorobku i osiągnięć polskich uczonych albo zakupić wiedzę z zagranicy w postaci gotowych rozwiązań technologicznych, własności niematerialnej w rozumieniu patentów, licencji albo materialnych w postaci linii technologicznych, dzięki którym możemy produkować nowe czy ulepszone produkty. W tym miejscu należy wspomnieć o innowacji imitacyjnej (często jej nie doceniamy) czyli takiej, która jest w jakimś sensie odwzorowaniem rozwiązań od innych. W definicji samego słowa innowacja zawiera się zmiana (produktu, technologii, marketingu, zarządzania, itp.) na lepsze i pojawia się problem porównania. Jeśli punktem odniesienia jest inna firma w regionie czy określony zakład pracy to innowacja występuje, ale w relatywnie ograniczonym stopniu. Natomiast, jeśli punktem odniesienia jest globalna gospodarka to mówimy o innowacjach globalnych, przełomowych. Innowacja imitacyjna mimo wszystko jest źródłem postępu, choć ograniczonym.

Jeżeli robimy coś nowego pojawi się zawsze problem względem czego lub kogo się oceniamy. Przełomowej innowacji nie możemy bardzo szybko oczekiwać w naszym kraju, ponieważ nie ma takich środków i takich koncernów, które są na taki typ innowacji zorientowane w odniesieniu do innych wielkich koncernów działających na świecie. Czy w związku z tym mamy poprzestać na innowacji imitacyjnej (mam na myśli gospodarkę)? Oczywiście, że nie. Czy polski biznes wykorzystuje polskie zaplecze innowacyjne (instytuty badawcze, instytuty PAN, wyższe uczelni)? Niestety, także nie. A na pewno w stopnie niewystarczającym.

M.B.: Dlaczego więc nie wykorzystujemy polskiego zaplecza innowacyjnego?

J.G.: Odpowiedź na to zagadnienie jest skomplikowana. Z jednej strony biznes będzie inwestował w innowacje wtedy kiedy rynek mu za to zapłaci, tzn. kiedy wdrożenia, poprawy technologii lub poprawy jakości czy funkcji produktu czy usługi przełożą się na konkretney wzrosty przychodów z rynku. Z drugiej strony jeśli mówimy o koncernach to posiadają one własne jednostki badawczo-rozwojowe - oddziały badawcze, i właśnie w te jednostki  inwestują (często informacje stanowią element konkurencji, a większość wyników badań pozostaje na poziomie know-how, właściciela i nie jest udostępniana innym, ponieważ wtedy jest bezpieczniej). Największe koncerny przeznaczają na badania technologiczne często kwoty przekraczające cały budżet, jakim my dysponujemy na wszystkie badania w całym kraju.


M.B.: Czy nakłady finansowe to wszystko co jest potrzebne?

 

J.G.: Nie, ale dzięki nakładom można zdobyć dobrych ludzi, światłe umysły. My mamy dobrych ludzi, ale jeżeli nasz uczony otrzyma propozycję pracy  w dużym koncernie i wynagrodzenie kilka tysięcy dolarów (a nasza oferta to kilka tysięcy złotych), to zostaje często „przechwycony” przez koncern.

M.B.: Czy wobec tego wielkie badania  zlecane przez koncerny są poza naszym zasięgiem?

J.G.: Po pierwsze koncerny czasami zlecają uczelniom i instytutom badawczym (w tym polskim) prace związane z niszowymi tematami z ich punkty widzenia. Uznają bowiem, że nie jest opłacalnym rozbudowywanie ubocznych kompetencji. Dlatego też nasi uczeni otrzymują czasami zlecenia najczęściej w obszarach, które nie są kluczowe dla rozwoju produktu czy technologii.  Nie chcą się podzielić  know-how bo (to stanowi największą wartość koncernu).  I to jest rynkowo uzasadnione.

Po drugie mamy małe i średnie przedsiębiorstwa, które stanowią ponad 97% gospodarki europejskiej, światowej i te firmy najczęściej nie mają swoich działów badań i rozwoju, a więc nie łożą już tak znakomitych środków. Upatruję w tym obszarze nasz kierunek i szansę rozwoju sektora nauki – związek z tymi firmami. Uważam, iż zarówno instytuty badawcze, instytuty PAN oraz podstawowe jednostki organizacyjne naszych uczelni w naturalny sposób powinny współpracować z tymi firmami. Teraz powstaje pytanie,  czy z tymi firmami można współpracować, czy mają określone, koncepcje istnienia na rynku, perspektywę, strategię, poczucie, że muszą swój produkt lub usługę zmieniać, że nie są monopolistami czyli czy maja świadomość, że po piętach depcze im konkurent.

M.B.: Czy jest wiele firm, które w ten sposób rozumieją współpracę z nauką i czy system podatkowy preferuje lokowanie zleceń na badania w sektorze nauki?

J.G.: Firmy często rozumieją to, że trzeba mieć kontakt z nauką, aby iść do przodu. Natomiast czasami wygodniej i taniej jest im kupować gotowe rozwiązania z zagranicy, np. linie technologiczne z ukrytą technologią. Mając na uwadze statystki możemy zaobserwować, że jeśli chodzi o zakup gotowych linii technologicznych to zajmujemy dość wysokie miejsce w Europie, natomiast w rankingach innowacyjności już nie. Sektor polskiej nauki pozostaje więc nie wykorzystany.

Poza tym mamy liczne mikroprzedsiębiorstwa czyli jedno lub dwuosobowe firmy bazujące na wiedzy przedsiębiorcy – innowatora, który nie wynajmuje przedstawicieli sektora nauki, ponieważ sam wprowadza na rynek nowe produkty lub usługi.

W sektorze nauki szkoły wyższe są nadal mocno zapatrzone w badania podstawowe a strukturalnie są ukierunkowane na edukację. Tylko nieliczni pasjonują się badaniami stwarzającymi szansę na komercjalizację uzyskanych wyników. Z jednej strony w szkole wyższej pracownik jest przede wszystkim nauczycielem, często trochę przepracowanym, który biegnie po południu albo w czasie weekendów do innej szkoły, aby zdobyć dodatkowe wynagrodzenie (co nie dziwi, ponieważ wynagrodzenie nauczycieli akademickich jest niskie!) W takiej sytuacji rzadko który wykładowca potrafi znaleźć w sobie energię, aby zająć się nauką. Z drugiej strony naukowiec aplikuje i zdobywa projekty w kraju i za granicą, pracuje w tematyce, którą lubi i kocha, gdzie realizuje swoją misję i pasję, a wynikiem takiej działalności jest dobra wysoko punktowana publikacja oraz zaproszenie na kolejny wykład prezentowany na konferencji w atrakcyjnym miejscu świata, takim jak np.  Rio de Janeiro. Pamiętajmy jednak, że większość wyników tych badań będzie prawdopodobnie użyteczna dla gospodarki lub społeczeństwa za kilkanaście lub kilkadziesiąt lat.

Podsumowując, pracownik uczelni wybiera  działalność dydaktyczną albo badania, które są dla niego pasjonujące i tylko niewielu  z nich czuje powołanie, misję do spełnienia, aby podjąć się badań bezpośrednio użytecznych społeczeństwu lub gospodarce. Być może wynika to stąd, iż najtrudniej wejść uczonemu w porozumienie z przedsiębiorcami. Wymaga to zaakceptowania wielu niepewności, zrozumienia, że w biznesie jest inne tempo pracy, imperatywem jest zrobienie czegoś szybko i sprawnie, uświadomienie sobie tego, że wynikiem nie może być opis na sześciu stronach, ale dobry prototyp, lepsze parametry, większa wydajność, pomysł, który  przekształci się  w zysk. Mała część nauczycieli akademickich podejmuje się tak trudnych i często ryzykownych zadań.

Instytuty PAN - w zależności od specjalności nie mają najczęściej z rzeczywistością produkcyjną zbyt wiele wspólnego. Od instytutów z obszaru nauk humanistycznych i społecznych trudno oczekiwać bezpośredniego przełożenia na biznes. Natomiast są instytuty PAN zorientowane na nauki stosowane, które dobierają sobie znakomitych uczonych, budują zespoły, zakupują aparaturę oraz zdobywają środki na badania. W instytutach  PAN można wyodrębnić tylko nieliczną grupę naukowców, którzy zajmują się projektami bliższymi gospodarce. Część wspiera proces komercjalizacji wyników swoich badań. Inni razem z przedsiębiorcami próbują pomagać w rozwiązywaniu problemów  technologicznych i szukają jednocześnie swojego celu badawczego.

Trzecią  grupę instytucji sektora nauki stanowią instytuty badawcze nieporównywalnie bardziej zorientowana na gospodarkę niż dwa poprzednie. Ich pracownicy, muszą utrzymać się z kontraktów z badań stosowanych, albo z kontraktów z przemysłem. Te instytuty są dobrym przykładem na to, że nastąpiły zmiany w sektorze nauki; jednostki badawczo-rozwojowe najlepiej potrafiły się odnaleźć w  w nowej sytuacji gospodarczej.


M.B.:  Jak polska nauka współdziała z gospodarką?

 

J.G.: Mamy mocno zróżnicowany świat nauki i biznesu. Bariery jakie występują między tymi środowiskami można podzielić na dwie grupy: systemowo-legislacyjne czyli ograniczenia prawne związane z prawem o zamówieniach publicznych oraz własności intelektualnej, własności materialnej i niematerialnej;, prawem o finansach publicznych,  prawem  budującym relacje nauki z gospodarką. Druga grupa barier to ograniczenia mentalne, niezdolność do współpracy i brak zaufania. Wszystkie wspomniane przez mnie czynniki mogą odbijać się niekorzystnie na relacjach nauka-biznes.  Należy wspomnieć, iż reforma sektora nauki  i szkolnictwa wyższego,  mam tutaj na myśli ustawy z 2010 i 2011 roku,  dają szanse jednostkom sektora nauki być bliżej biznesu. Istotną rolę w tym zakresie odgrywają takie instytucje jak zreformowane Narodowe Centrum Badań iRozwoju, które na różne sposoby zachęca sektor prywatny do zaangażowania w badaniach i rozwój.  Obecnie poszukujemy kolejnych rozwiązań  stymulujących inwestowanie w badania i rozwój.

M.B.: Jednak jak  można dążyć do zmian?

J.G.: Zaproponowaliśmy ostatnio możliwość przekazywania jednego procenta podatku CIT instytucjom naukowym. To wymaga odwagi i podjęcia ryzyka ze strony Ministerstwa Finansów, przede wszystkim. Można rozumieć obawy ze strony sektora finansów w związku z trwającym jeszcze globalnym kryzysem finansowym (a także możliwością utraty części przychodów z CIT, który nie stanowi przecież jedynego i dominującego dochodu państwa), ale może warto zaryzykować, dokonać symulacji, aby za kilka lat przy wzroście innowacyjności gospodarki odrobić  te „straty”. W wielu europejskich krajach ten model się sprawdził,  dlaczego nie miałby się sprawdzić u nas. Planujemy także inne działania w ramach pakietu na rzecz innowacji.

W kolejnym etapie, aby zintensyfikować relacje nauka-biznes przy części strumienia wydatkowanego z budżetu państwa na badania i rozwój w większym stopniu o strumieniu tym powinni decydowalić przedstawiciele przemysłu. I co równie ważne ich środki na badania i rozwój. Należy dążyć do pokonywania barier mentalnych, ponieważ zarówno w świecie biznesu, jak i nauki powstało wiele mitów i stereotypów. Każdy z tych światów rządzi się innymi prawami, dlatego trzeba przypominać i pokazywać wartości jakie charakteryzują te dwa światy. To się powoli zaczyna zmieniać, przy uczelniach powstają rady i konwenty gospodarcze, uczelnie zaczynają rozmawiać z przedsiębiorcami. To jest początek dialogu. Kolejną sprawą jest kwestia zmiany społecznej świadomości dotyczącej relacji nauki z gospodarką, zależnej od sektora edukacyjnego. Gdyby była lepiej prowadzona edukacja młodych ludzi, to polscy inżynierowie z przemysłu lepiej dogadywali by się z profesorami na naszych uczelniach, które ich kiedyś edukowały. Wprowadzana na uyczelniach reforma programowa powinna temu sprzyjać. I  jeszcze jeden postulat:  społeczeństwo powinno  oczekiwać  ponad politycznej zgody, bo  zbliżenie nauki i biznesu jest rzeczywiście ważne dla rozwoju naszego kraju. Praktycznie bez względu na aktualny stan gospodarki i przynależność polityczną innowacyjność, rozwój nauki i inwestycje w kapitał intelektualny służą całej społeczności.

M.B.: Dziękuję za rozmowę.

 

Welcome to the leading company delivering services that combine quality, reliability and compliance!

Znajdź nas na:

Kontakt

Newsletter

Get latest updates and offers.
Poland Business Guide 2017
ontwerp en implementering: α CMa Σείριος